Potem starsza pani, która się nim zajęła w ramach domu tymczasowego, w którym był trochę ponad dwa miesiące, nie radziła sobie z tak dużym psem. Potem hotel, w którym był kolejne miesiące zawiódł nasze oczekiwania - nie zajmował się Samem jak swoim psem, nie socjalizował go, nie szkolił. W drugiej połowie lipca Sam zamieszkał w Psanatorium - w hotelu, w którym w końcu zajęto się Samem tak jak należy. Sam był chory - miał przykurcz mięśni w tylnych łapach (skutek nieprawidłowego odchowu w szczenięctwie) i problemy z trzustką.
Teraz Sam jest zdrowy i szczęśliwy oraz bardzo aktywny. Uczy się dobrych manier i robi znaczne postępy. Jest wyjątkowo nastawiony na człowieka i ciągle domaga się uwagi i pieszczot. Lubi pracować, zna już wiele komend i chętnie je wykonuje. Teraz czekamy na Człowieka Sama, który będzie chciał się nim zajmować, da mu jego własny Dom, poczucie bezpieczeństwa i ... najważniejsze - miłość. Bo bez niej dogi nie mogą żyć! Taka to dziwna rasa, która bez człowieka marnieje.

2 komentarze:
Droga Pani Alu.
Ostatnie Pani posty związane z ratowanymi przez Panią dogami to nic innego jak wizytówka Pani dobrego, szlachetnego serca.
Ostatnio na jednym z blogów słyszałem wypowiedź Rydzyka, który kpił, wyszydzał z ludzi, którzy mają w swoich domach koty i psy. Gdzieś w tle było słychać chichot zdewociałych bab. Przepraszam za język, ale on i jego pseudo-katoliczki na lepsze określenie nie zasługują.
Pani Alicjo, po raz kolejny zapewniam, że będziemy stać na straży krzywdzonych zwierząt i będziemy ich bronić niczym niepodległości.
Pozdrawiam serdecznie Panią i wszystkich Pani sympatyków i czytelników. :)
Edward Zdunek z Wałbrzycha.
jeszcze jedno wielkie serce ...
dobrze, bo tych ostatnio coraz mniej ...
serdecznie pozdrawiam z prawie Białegostoku
Prześlij komentarz